Jestem z siebie dumna! Literacki kod maturzysty gotowy. Dzieło życia?… Kto wie?
Napisałam to! Literacki kod maturzysty skończony!
Aż sama nie wierzę. Zdążyłam skończyć przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Chwilami wątpiłam, czy się uda.
To była tytaniczna praca, która wymagała odświeżenia wiedzy, przekopywania się przez internet w poszukiwaniu nowych artykułów o lekturach szkoły średniej. Panie z Wojewódzkiej Biblioteki Pedagogicznej w Bydgoszczy już mnie rozpoznają. 🙂 A potem trzeba było uprządkować chaos w głowie, setki pomysłów sprawiły, że zaczynałam od początku siedem razy. I ciągle czułam niedosyt. Ale teraz jestem dumna.
Czas rozpocząć sprzedaż. Oczywiście w sklepie na Naffy.io
No, dobrze, dość chwalipięctwa. Pora powiedzieć, z czego jestem taka dumna. Otóż udało mi się stworzyć metodę pracy z lekturami obowiązkowymi. Ponieważ do szału doprowadzają mnie ogólnikowe „opracowania”, które przynoszą więcej szkody niż pożytku, postanowiłam znaleźć sposób na taką pracę z lekturą, po którą mogą sięgnąć zarówno uczniowie, jak i nauczyciele.
Na czym polega innowacyjność mojego podejścia?
Na tym, że chyba rozwiązywałam kwadraturę koła: jak pracować z utworem literackim, kiedy uczeń nie zna tekstu?
Jasne, można go opowiedzieć.
Tak, można, tylko kiedy trzeba w wypracowaniu wykorzystać lekturę, uczeń pisze, co zapamiętał albo znalazł w ściągach.
No to można go uczyć, dyktując wypracowania.
Tak, można, tylko sens jest co najmniej wątpliwy. Nie krytykuję tu metody, którą mama uczyła mnie pisać. Daleka jestem od tego. Jednak mama miała tę przewagę, że wiedziała, że znam i rozumiem lekturę i tylko czasami pomagała mi ubrać w słowa to, o czym myślę… (Miała cudowny styl.)
Można napisać z uczniem szczegółowy plan i prosić, aby go rozwinął…
Tak, można i na dobrą sprawę coś z tego pomysłu wykorzystałam.
Myślałam tak: dam uczniowi wybrane fakty z utworu. Bez interpretacji, ale wyselekcjonowane tak, aby pozwalały dobrze rozważyć problem. Potem zadam mu pytania analityczne, ale odpowiedzi nie udzielę. Dodam funkcjonalnie dobrany kontekst. Czasem nawet wytłumaczę, jak pogłębia problem. Na koniec zbiorę wnioski (Piszę przecież e-book, więc nie kontroluję, jak uczeń myśli.)
To jest sedno. Sprawdziłam na swoich klientach. Okazało się, że działa.
Czy zrobiłam coś jeszcze? Sprawdźcie sami. Zajrzyjcie do przewodnika, który dodałam do opracowania.
Nie tylko sam e-book
Wiem, jeśli młody człowiek zobaczy publikację czterdziestostronicową, dojdzie do wniosku, że to nie dla niego. Nie będzie tyle czytał. A co jeśli obiecam mu, że do tego dostanie wersję bardzo zwięzłą i komplet infografik? Może jedna zajrzy?
W takim razie trzeba było przygotować taką wersję i dodać infografiki.
Zobaczcie na jednym przykładzie.
Wersja bardzo zwięzła do Dziadów
I jakby tego było mało, jeszcze jeden pomysł.
Pominę, co pomyślałam…
Czy zadowolę klientów? Mam nadzieję, ale czas pokaże.






