Jeden wynik: 4/4 na osiemdziesiąt prac
Dlaczego marzę o zniknięciu notatki syntetyzującej z matury?
Język polski w użyciu
Brzmi pięknie. Budzi dobre konotacje, prawda? Jakie macie Państwo skojarzenia z tytułem tej części arkusza maturalnego? Polski potrzebny w życiu? Najważniejsze kompetencje językowe? To, co potrzebne każdemu? Praktyczne wykorzystanie polszczyzny?
We mnie budził właśnie takie odczucia, kiedy pierwszy raz usłyszałam o koncepcji nowego arkusza egzaminacyjnego. Szczerze się cieszyłam, że będziemy sprawdzać te umiejętności, które są potrzebne nie tylko kandydatom na studia, szczególnie humanistyczne, ale wszystkim użytkownikom języka.
Jakież było moje rozczarowanie, kiedy przeanalizowałam przykładowe, a później obowiązujące zadania maturalne! Do tego momentu marzę, aby nieszczęsna notatka syntetyzująca zniknęła, a cała część sprawdzała umiejętności ważniejsze, żeby powrócono do streszczania, ale nie tekstów stricte naukowych, a prostych tekstów, jakie przeciętny człowiek ze średnim wykształceniem czyta: artykułów prasowych, esejów, wartościowych tekstów internetowych.
Jedna osoba na osiemdziesiąt zdobyła 4 punkty
Tak, tylko raz udało mi się postawić 4/4, za to 0/4 pojawiało się często. Taki smutny obraz utrwalił mi się w pamięci po sprawdzeniu testów z matur podstawowych. Czy mam wyciągnąć wniosek, że młodzi Polacy nie potrafią używać języka w sytuacjach codziennych? Nie mam takiego prawa, ponieważ nie to sprawdzano.
To może mam wnioskować, że maturzyści nie potrafią czytać ze zrozumieniem? Niby tak, ale tylko w odniesieniu do tych, którzy w całej części otrzymali zero punktów. I to niekoniecznie, ponieważ mogło być tak, że uczeń wybrał strategię, że najpierw zrobi test historycznoliteracki i napisze wypracowanie, więc udowodni, że radzi sobie z tym, czego się naprawdę przez 4-5 lat uczył, a dopiero na końcu będzie rozwiązywał część z kosmosu.
Miałam taki arkusz, w którym test historycznoliteracki rozwiązano w 90% i nie podjęto próby z częścią pierwszą. O czym to świadczy? Pewnie o tym, że uczeń nie wiedział, jak podejść do zadań albo nie zdążył podjąć próby ich rozwiązania.
Dlaczego wyniki pierwszej części pierwszego arkusza były tak niskie? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spróbuję się zastanowić nad kwestią umiejętności, jakie bada notatka syntetyzująca, bo ona stanowi 40% wymagań w tej części.
Zacznijmy od podstaw…
Notatka syntetyzująca ma oparcie w podstawie programowej. Uczeń powinien umieć odczytywać sens i główną myśl tekstu, rozpoznawać argumentację, hierarchizować informacje oraz tworzyć spójne wypowiedzi. Te wymagania rzeczywiście odpowiadają części umiejętności sprawdzanych na maturze.
Problem pojawia się wtedy, gdy spojrzymy na kryteria oceniania CKE. Aby uzyskać pełną liczbę punktów, maturzysta musi nie tylko rozpoznać stanowiska autorów, ale także odtworzyć je „na odpowiednim poziomie uogólnienia”, znaleźć wspólną płaszczyznę problemową obu tekstów i zestawić stanowiska autorów.
Tymczasem w podstawie programowej trudno znaleźć wymaganie dotyczące uogólniania stanowisk autorów. Najbliższy tej umiejętności zapis – „syntetyzuje poznawane treści wokół problemu, tematu, zagadnienia” – pojawia się w części poświęconej… samokształceniu. [sic!]
Jeszcze większe wątpliwości budzi wyznaczanie wspólnej płaszczyzny problemowej. Podstawa mówi o analizowaniu tekstów i dostrzeganiu ich wzajemnych związków, ale nie wymaga wprost ustalania wspólnego problemu dwóch tekstów nieliterackich ani rozpoznawania relacji między stanowiskami autorów.
To właśnie tutaj ujawnia się największa luka między podstawą a egzaminem. W kryteriach oceniania pojawia się sformułowanie o „punktach wspólnych/rozbieżnych albo różnorodności aspektów zagadnienia”. Dla egzaminatora jest ono zrozumiałe. Dla ucznia niekoniecznie. Skąd ma wiedzieć, czy powinien wskazać podobieństwa czy różnice, czy też jedno i drugie?
Problem ten dobrze było widać w arkuszu z maja 2026 roku. Teksty i poprzedzające notatkę zadania kierowały uwagę przede wszystkim na różnice między stanowiskami autorów. Nic dziwnego, że wielu maturzystów skoncentrowało się właśnie na nich. Ich rozumowanie było logiczne.
Pytanie brzmi więc nie: czy szkoła realizuje podstawę programową, lecz czy autorzy egzaminu nie założyli istnienia kompetencji, które w podstawie zostały opisane jedynie pośrednio albo bardzo ogólnie.
To, co w notatce syntetyzującej jest najtrudniejsze i najczęściej decyduje o utracie punktów, należy do tych umiejętności, które w podstawie programowej występują jedynie pośrednio lub nie występują wcale jako samodzielne wymagania.
A właściwie po co uczymy notatki syntetyzującej?
Przyjmijmy nawet, że wszystkie opisane wcześniej umiejętności da się wyprowadzić z podstawy programowej.
Pozostaje jednak pytanie znacznie ważniejsze: czy właśnie tę umiejętność warto sprawdzać na egzaminie kończącym szkołę średnią?
Notatka syntetyzująca jest w gruncie rzeczy bardzo specyficznym szkolnym gatunkiem wypowiedzi. Kiedy przeciętny absolwent będzie wykonywał podobne zadanie po zakończeniu szkoły?
- Na studiach humanistycznych – być może.
- Podczas pisania pracy naukowej – zapewne.
Ale w codziennym życiu?
Znacznie częściej będzie musiał przeczytać artykuł, raport, instrukcję, analizę czy esej i odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań:
- O czym jest ten tekst?
- Co autor chce powiedzieć?
- Jakie informacje są najważniejsze?
Innymi słowy – będzie musiał umieć go streścić.
Co jest bardziej przydatne: synteza dwóch tekstów czy streszczenie jednego?
Sama CKE podkreśla przecież, że notatka syntetyzująca wyrasta ze streszczenia.
Tymczasem:
- w życiu zawodowym dominują podsumowania, raporty, notatki, abstrakty i omówienia;
- na studiach wszystkich kierunków nieustannie wykorzystuje się streszczanie oraz selekcję informacji;
- szkolna notatka syntetyzująca pozostaje sytuacją raczej wyjątkową niż typową.
Dlatego od 2023 roku marzę nie o łatwiejszej maturze, lecz o maturze sprawdzającej umiejętności rzeczywiście potrzebne większości absolwentów szkoły średniej.
Gdybym mogła…
Gdybym mogła coś zmienić w części „Język polski w użyciu”, zniknęłoby porównywanie dwóch tekstów nieliterackich w formie notatki syntetyzującej. W jego miejsce wróciłoby streszczanie.
Nie tekstów ściśle naukowych, sztucznie preparowanych na potrzeby egzaminu, lecz takich, jakie przeciętny człowiek rzeczywiście czyta: artykułów prasowych, esejów, reportaży czy wartościowych tekstów internetowych.
To właśnie umiejętność odczytania głównej myśli tekstu, wybrania informacji najważniejszych i przekazania ich w sposób zwięzły oraz logiczny przydaje się później studentowi medycyny, przyszłemu prawnikowi, inżynierowi, urzędnikowi i każdemu, kto na co dzień musi poruszać się w świecie informacji.
Po każdym kolejnym sprawdzaniu matur mój sprzeciw wobec notatki syntetyzującej staje się coraz większy.
Nie dlatego, że jest trudna.
Dlatego, że widzę, jak bardzo rozmija się z umiejętnościami potrzebnymi większości młodych ludzi po opuszczeniu szkoły.
Marzenia…
Coraz bardziej marzę więc o tym, aby decydenci postawili wreszcie maturę – a szerzej także całe nauczanie języka polskiego – na nogi, zamiast uporczywie stawiać je na głowie i wypychać z obszaru poważnej polityki edukacyjnej.

